10. Powrót na
Łotwę
Kolejnym, trzecim
etapem pracy kapłańskiej ks. Kazimierza Mączyńskiego, była praca duszpasterska
na Łotwie. Po powrocie z Ukrainy, mimo nadwyrężonego zdrowia i postępującej
choroby, podjął prace duszpasterską w parafii pod wezwaniem Chrystusa Króla w
Rydze. Zapewne trudny był to powrót. Wyjechał z Łotwy mając 38 lat, powrócił w
wieku 63 lat. W tym wieku myśli się już raczej o „zamykaniu” swojej
działalności. Ks. Kazimierz Mączyński rozpoczynał „od nowa”, po raz trzeci. Po
raz pierwszy miało to miejsce po święceniach. Po raz drugi w roku 1966, gdy
przybył do Ukraińskiej SRR. Rok 1991 był kolejnym „początkiem” pracy
duszpasterskiej dla ks. Kazimierza.
Po wielu latach
pracy na Ukrainie przyszedł dla ks. Kazimierza czas rozstania. Na pewno
przyszły nowe czasy – odrodzenie diecezji, powrót Biskupa do Lwowa, napływ
nowych kapłanów. Te i inne przyczyny oraz zdrowie Księdza spowodowały podjęcie
decyzji o powrocie do macierzystej diecezji.
Wszystko, co
miał w pokoju – to wszystko porozdawał. „Pożegnania nie było. Wszystko
skromnie”
Jak wynika z
relacji, nie miały miejsca rzewne pożegnania. Może nawet zabrakło czasami
prostego ludzkiego słowa podziękowania. Tak wynika z relacji wielu świadków
tamtych dni, którzy prosili o zachowanie anonimowości.
Podziwiać
należy postawę ks. Kazimierza, który z godnością kapłańską, jak dobry pasterz
po wykonaniu pracy apostolskiej, powrócił w rodzinne strony. Podziwu zwłaszcza
jest godne to, gdy służył jako kapłan w czasach, gdy wierzący byli ludźmi
drugiej kategorii.
To co
znajdujemy w relacjach, przedstawionych w drugim rozdziale, to ogromna
wdzięczność wiernych, którzy przy ks. Kazimierzu stali się odważniejsi. Godne
uwagi jest tu świadectwo cytowanego już w niniejszej pracy Walerego
Bortniakowa.
W czasach
władzy sowieckiej, a więc w epoce głoszenia ideologii przeciwnej
chrześcijaństwu, w cieniu ks. Kazimierza Mączyńskiego dorastał do przyjęcia chrztu
człowiek wykształcony, który nie jeden raz słyszał teorie marksistowsko –
leninowskie.
Ilu było takich
ludzi, podobnych do W. Bortniakowa, tego nie wiemy. Po pracy ks. Kazimierza
pozostało wielu tych, których ochrzcił, przygotował do Komunii św., spowiadał
czy dawał ślub. A najważniejsze to, że w tych trudnych czasach dawał nadzieję.
11. Działalność proboszczowska w Rydze
Pożegnanie ze Lwowem miało miejsce w ostatnią niedzielę sierpnia. Nie było mowy o jakimś dłuższym odpoczynku. Po powrocie do Rygi, już 1 września 1991 roku, został mianowany proboszczem parafii Chrystusa Króla. Nie były to na pewno już tak aktywne duszpastersko lata, jak w poprzednim okresie, starał się jednak dawać z siebie jak najwięcej. Podobnie, jak w parafiach na Ukrainie, prace rozpoczął od gruntownego remontu świątyni. Założył nowe kinkiety i pająki. Wykonał nowy ołtarz główny.
Wybudował „wikarówkę”, ponieważ plebania w dalszym ciągu była zajęta przez inny użytkowników. Była to właściwie parafia przycmentarna, stąd wiele w parafii było pogrzebów. Uporządkował również otoczenie kościoła, wykonując między innymi ogrodzenie kościelnego placu. Pomagał mu Zamorski tym wszystkim ks. Juris Zagorski.
Często odwiedzał go ks. Olgierd Dalecki, który sam namawiał ks. Mączyńskiego do powrotu na Łotwę. Jak już wspomniano w I rozdziale, ks. Kazimierza poznał zaraz po wstąpieniu do Seminarium Duchownego w Rydze. Odwiedzał go również bp. Jan Cakułus. Nie zapomnieli i byli wychowankowie, kapłani z Ukrainy.
12. Ostatnie dni życia – śmierć
Wiosną poddał
się operacji na żołądek. Niestety nie przyniosło to
poprawy zdrowia, ale z każdym dniem następowało jego pogorszenie. Przed
śmiercią chciał zobaczyć kościół, zawieziono go więc do niego na wózku
inwalidzkim. Ponieważ w tym czasie trwały prace przy
głównym ołtarzu w kościele, mimo cierpienia interesował się pracami. Choć sam
nie mógł nadzorować pracy, prosił odwiedzających go o ocenę prac. O taką pomoc
poprosił odwiedzającego go, na dwa tygodnie przed śmiercią, ks. Kazimierza
Halimurkę. Choć wykonanie ołtarza nie podobało się,
jednak w ocenie przedstawionej ks. Mączyńskiemu pochwalił pracę: „Nie chciałem
robić mu przykrości.”
W ostatnich godzinach obecna była
przy bracie jego siostra Anna. Stan ks. Kazimierza pogarszał się z godziny na
godzinę. Nie poznawał już odwiedzających, ale dziękował za obecność. Z siostrą
odmawiali różaniec. Widać było cierpienie. Charakterystycznym było to, że
siostra odmawiała różaniec klęcząc przy łóżku brata.
Namaszczenia chorych udzielał ks.
Olgierd Dalecki Zmarł 1 sierpnia 1996 roku, około godz.
19. 00 na raka żołądka. Pogrzeb prowadził kard. Jan
Pujac, obecny był bp Jan Cakułus. Delegacji z Ukrainy przewodniczył bp Marcjan
Trofimiak.