PARAFIA MĘCZEŃSTWA ŚWIĘTEGO JANA CHRZCICIELA w Samborze


Sobota, 25.05.2019, 22:57


                                  „Kochać to nie znaczy patrzeć na siebie nawzajem, lecz patrzeć razem w tym samym kierunku”.A. de Saint-Exupery

Login: Gość | Grupa "Goście" | RSS | Główna | gazetka_40_1 | Mój profil | Wyjście

        

PISMO PARAFII ŚCIĘCIA ŚW. JANA CHRZCICIELA W SAMBORZE

Nr 3 (40) Marzec 2010 rok.

„W Tobie Panie zaufałem…”.

 Trwa Wielki Post, czas wyciszenia. Nie urządzamy hucznych zabaw, nie słychać głośnej muzyki. W piątki ze skruch idziemy na Drogę Krzyżową, a w niedzielę ze smutkiem rozważamy Gorzkie Żale, każdy zrobił sobie jakieś postanowienie i dąży do jego zrealizowania. Wydaje się, że zwalnia się tempo naszego życia, że ludzie nie żyją już w takim pośpiechu, że mają więcej czasu dla zadumy i skupienia. Ale pozory mylą…

         Żył sobie wróbelek, życie jego było naznaczone ciągłymi kłopotami i zmartwieniami. Jeszcze będąc w skorupce martwił się on: „czy uda mi się szczęśliwie wydostać z tak twardej skorupki? Czy nie wypadnę z gniazda? Czy moi rodzice zdołają mnie wyżywić?” Zaledwie ustąpiły te kłopoty jak ich miejsce zajęły kolejne. Przed pierwszym wylotem z gniazda wróbelek znów martwił się: „czy utrzymają mnie moje skrzydełka? A jeżeli się rozbiję? Kto mnie pozbiera?” Już dobrze latając, wróbelek był nadal ciągle zatroskany: „czy znajdę sobie dostojną parę? Czy poradzę sobie z budowaniem gniazda? Kiedy rozwiązał te problemy, to wówczas zaczęły się pojawiać nowe kłopoty: „czy wyklują się u mnie pisklęta? A co jeżeli znienacka złamie się gałązka i zginie cała moja rodzina? A jeżeli sokół ukradnie moje pisklęta? I czy w ogóle dam radę je wykarmić? Kiedy wykluły się zdrowe, wesołe i piękne pisklęta i już zaczęły trzepotać skrzydełkami, wróbelka zaczęły znowu dręczyć kolejne problemy: „czy wystarczy im pożywienia” Czy uda mi się ich ochronić przed kotem?” I tak bez końca…

         Czy my ludzie nie jesteśmy podobni do owego wróbelka? Już od dzieciństwa naszego zaczynają się kłopoty i problemy, o wszystko zabiegamy, o wszystko się martwimy. Najpierw o siebie, potem o dzieci – o ich zdrowie, naukę, małżeństwo, pracę, o wnuki… I nigdy nie ma spokoju i wypoczynku i odczucia, że wszystko jest zrobione, że wszystko będzie dobrze. Zdajemy się wyłącznie na własne siły, zapominając, że twórcą świata jest Bóg, że wszystko stworzenie jest w Jego rękach. Ob. Chce nam pomagać. On czeka na naszą modlitwę, prośbę, na nasze podziękowanie. Lecz my uparcie niesiemy nasze ciężary, nie podnosząc ani na chwilę swego wzroku ku niebiosom. Od świtu do zmroku jesteśmy tak zabiegani, że nie pozostaje nam czasu na poranną i wieczorną modlitwę, w ciągu całego tygodnia jesteśmy tacy zapracowani, że czasami nawet w niedzielę nie mamy czasu na Mszę świętą. Ciągle żyjemy w pośpiechu, zabieganiu dążąc nieustannie do gromadzenia dóbr materialnych, a przecież Chrystus niegdyś rzekł: „Nie samym chlebem żyje człowiek, lecz każdym słowem, które pochodzi z ust Pana”.

Pewnego razu Jezus opowiedział przypowieść o bogaczu, który martwił się, że nie ma dostatnio miejsca w komorze dla tak hojnego urodzaju. Postanowił on zbudować nowe wielkie spichlerze, aby schować plony, a potem żyjąc w dostatku będzie się weselił i ucztował. Lecz Bóg przestrzegł go, iż może przywołać jego duszę do siebie i dla kogo wówczas pozostanie ten majątek? Tak jest z tym, kto gromadzi bogactwa dla siebie, a nie chce gromadzić sobie skarbów na niebiosach. Dlatego przestrzega nas Pan, byśmy nie martwili się o dobra materialne, o to, co będziemy jeść i pić. Pan Bóg wie co jest potrzebne każdemu z nas. Podążajmy do jego królestwa, a wszystko będzie nam dane.

Pamiętajmy drodzy czytelnicy, sam Pan Bóg darzy nas ojcowską opieką. Planujmy z Panem, żyjmy z Nim, dziękując za codzienne łaski, którymi nas obdarza. Czyż nie posłał Bóg swego Syna, by ten ofiarował nam życie wieczne? Czyż nie wie Pan czego nam naprawdę potrzeba? W okresie Wielkiego postu zatrzymajmy się na chwilę, zapomnijmy o troskach doczesnych, zwróćmy swój wzrok ku niebu i w szczerej modlitwie powierzmy Jemu swoje troski i zmartwienia. „W Tobie Panie, zaufałem – nie zawstydzę się na wieki!”.

Ewelina Borsuk


        

Siedem słów Pana Jezusa na krzyżu – to nasz Testament!  (cz.2)

 

Czwarte słowo Zbawiciela na krzyżu - ” Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił ”

 

         Jezusa wiszącego na krzyżu dosięga większa udręka, opuszczenie, nadchodzi szczyt męki. Jego niewinne ciało było jedną krwawą raną, a dusza cierpiała z powodu nienawiści i kpin wrogów. Tak jakby nikt z nich Go nie znał i nie pamiętał Jego dobrodziejstw i cudów. To co najbardziej bolesne rozgrywało się na poziomie duszy Jezusa. W tym niekończącym się bólu i cierpieniu duchowym zwraca się Zbawiciel do Swego Ojca, aby Mu ukazać głębię Swego opuszczenia. Ukrzyżowany Jezus woła „Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?” Jak inne słowa wypowiadane z krzyża wydobywał Jezus słabym głosem, tak te słowa wola donośnie. Rozlega się rozdzierający okrzyk , który usłyszała cała Golgota, przejmujący krzyk Jezusa, którego opuścił Bóg. Krzyk ukazujący, że ludzkie ciało Boga – Człowieka nie było wcale nieczułe na ból. Jakież ogromne cierpienie musiało zalewać duszę Jezusa, skoro wyrwała Mu się ta skarga! Cierpiący Jezus skarży się Ojcu nie z rozpaczy, ale aby nam uzmysłowić jakiego zadośćuczynienia domaga się od Niego Ojciec za nasze grzechy Jezus chce wypić kielich cierpienia do dna, dlatego musi odczuwać brak wszelkiej pociechy i najdotkliwszy ból duszy musi zmiażdżyć Jego Serce.

         Słowa „Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił” nie są aktem desperacji, lecz nadziei, ufności, prośby o pomoc. Jezus nie prosi Boga o zdjęcie z krzyża, ale prosi Go o obecność, o to aby Go nie opuścił. Słowa te są modlitwą - Jezus umierając modlił się. „Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił” – to początek przepięknego Psalmu 22, który chociaż zaistniał tysiąc lat przed ukrzyżowaniem Jezusa, ukazuje mękę i przewidziany przez Boga los Jezusa. Cały Psalm potwierdza spojrzenie Ukrzyżowanego w kierunku Boga. Jezus zmaga się z Bogiem, czyni Go Swą ścianą płaczu, rzuca się Mu na piersi ponieważ Mu ufa – cały lęk składa na kolana Boga. „Panie, nie stój z daleka, pospiesz mi z pomocą… na Tobie polegam”. Odsłania się niepojęta między Nimi jedność, której nie może zerwać, ani ból, ani samotność, ani największa nędza. Wolno nam przypuszczać, że ten Psalm, którego Jezus pierwsze słowa wykrzyczał głośno, został przez Niego potem odmówiony do końca. Odsłania nam on iż z rozpaczy i dna ciemności przedziera się nadzieja i światło.

         Bóg na krzyżu wysławia Boga w niebie „Chwalcie Pana wy, co się Go boicie”. Całą modlitwę kończy radosne wołanie: „Dla Niego dusza Ma żyć będzie”. Jezus tylko pozornie był porzucony przez Boga. W ciemności bowiem był utajony Ojciec, któremu Jezus ufał bez kresu.

         Czwarte słowo naszego Zbawiciela z krzyża uczy nas, że w wielkim utrapieniu i nieszczęściu wolno nam płakać, oraz wzywać Boga. Gdy skarżymy się Bogu na swą biedę, gdy oskarżamy Go wręcz o swe cierpienie, nie odwracamy się od Niego, lecz raczej zmagamy się chwilowo z Bogiem w twardym, emocjonalnym dialogu. Odczuwanie opuszczenia i skarga na nie wcale nie jest grzechem. Powinniśmy pamiętać, że właśnie wtedy, gdy cierpienie nas dręczy, trzeba tym goręcej wzywać Boga i wołać do Niego: „Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił” Choćby nam się nawet zdawało, ze Bóg nas opuścił – On zawsze był, jest i będzie przy nas, bo jest naszym Ojcem i Bogiem, naszym Panem i Wspomożycielem. Uczy nas też Jezus na krzyżu, że trzeba być wiernym Bogu nawet w największym opuszczeniu i oschłości – modlić się do Niego, rozmawiać z Nim, uwielbiać i dziękować za każde doświadczenie, gdyż tylko Bóg wie co dla nas jest dobre. Czasem jest to cierpienie i pozorne opuszczenie. Jezus nasz Pan wstąpił na krzyż, aby przez przeżycie najskrajniejszego opuszczenia pocieszać nas i udzielać nam potrzebnych sił do tej walki.

 

Piąte słowo Pana Jezusa na krzyżu - „Pragnę…”

Słowo „Pragnę kończy spojrzenie Jezusa z krzyża na ten oszalały i zaślepiony świat i człowieka – odtąd będzie już tylko rozmawiał z Ojcem. W miarę jak upływa krew z ran Jezusa, wzrasta też pragnienie. Jezus wyrzekł: „Pragnę" - Jest to pierwszy i ostatni raz, kiedy Jezus żąda posługi i ją otrzymuje. By ulżyć pragnieniu Jezusa żołnierz podaje Mu trochę rozcieńczonego octu - cierpkiego napoju, aby nie pragnął znowu za chwilę. Jezus daje, więc szansę człowiekowi, aby ta chwila „pomocnej ręki” stała się miejscem na małe miłosierdzie, które zapewne rodzi się z Wielkiego Miłosierdzia zawieszonego na krzyżu. Pozwolić sobie pomóc, to także Jezusa Testament. Nie wiadomo, czy Jezus wypowiadając słowo „Pragnę” chciał tylko pić? Chyba raczej nie. Jezus w tym czasie trwogi pragnął czyjejś obecności, bliskości, współodczuwania. Wielu Ojców Kościoła twierdzi, że Jezusowe słowo „Pragnę” jest największym cierpieniem fizycznym, a zarazem największą pociechą dla nas ludzi wierzących. „Pragnę” – znaczy inaczej, pozwól Mi „wejść w twoje życie”, abym mógł je przeniknąć i na nie oddziaływać. Słowem „Pragnę” Jezus wyraża wielkie pragnienie zbawienia naszych dusz, naszej wiary, naszej radości, Jezus pragnie nas leczyć, uzdrawiać uszczęśliwiać, dzielić się z nami Samym Sobą. Ten wielki żar Miłości czyni Jezusa spragnionym. Jezus pragnął doskonałego wypełnienia Woli Bożej, a wypełniał Ją wisząc przez trzy godziny na krzyżu, cierpiąc pragnienie i umierając straszliwą męką.

         Z krzyża Jezus uczy nas, że zawsze powinniśmy oglądać się na Wolę Bożą Jezus pragnie być naszym Ojcem, Przyjacielem, Lekarzem, a my tak często traktujemy Go jako intruza czyhającego na naszą wolność, na naszą swobodę, na nasze szczęście.

                           

Szóste słowo Chrystusa z krzyża - „Wykonało się...”

         Po godzinach ogromnego cierpienia Jezus oznajmił: „Wykonało się”. Jezus skończył Swe dzieło, zwyciężył szatana, uwolnił ludzi od grzechu, lęku, beznadziei – zadanie zostało wykonane, wola Boga wypełniona, może już powrócić do Ojca. Jest to najświętsze słowo, jakie zadźwięczało kiedykolwiek nad tym światem. To okrzyk Zwycięzcy, który patrzy z królewskiego tronu krzyża na świat wyrwany przez Niego spod władzy szatana i przekazany Królowi Wieków. „Wykonało się”- jest to słowo krótkie, ale daje nam doskonały obraz całego życia Jezusa. Jezus mówi, że wszystko, to, co Pismo o nim mówiło, czego miał dokonać w świecie - Dzieło Odkupienia – wykonało się. Skończyła się pokuta i walka, skończył się ból i cierpienie, jakie musiał Jezus znieść – okup za dusze został złożony, Ojciec uwielbiony - więc Mu już nic nie zostało do zrobienia. Jezus wykonał najsumienniej jak mógł zadanie, które Mu zlecił Ojciec. Jest, to okrzyk wesela i radości, triumfalny okrzyk Zwycięzcy. Zwycięstwo Jezusa nad szatanem i śmiercią jest zupełne, a ich klęska całkowita.

         Szóste słowo Zbawiciela na krzyżu daje nam nadzieję, że i my jeśli codziennie będziemy naśladować naszego Zbawiciela, jeśli wiernie będziemy pełnić Jego Wolę, to przy skończeniu życia z radością będziemy mogli zawołać: - Wykonało się mój Boże wszystko czego ode mnie oczekiwałeś.

 

Siódme słowo Pana Jezusa na krzyżu - „Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mojego”.

         Zanim Jezus pożegna się z tym światem, który stworzył, a który Go nie poznał - wypowie jeszcze jedno słowo do Ojca: „Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha Mojego”. To ostatnie słowo, w którym jest zawarta dziecięca Miłość do Ojca, Jezus wypowiedział donośnym głosem, aby je wszyscy usłyszeli. Ze słowa tego bije wielki spokój i nadziemski majestat. Ostatnie słowo naszego Mistrza to wspaniały hymn pełen spokoju i poczucia bezpieczeństwa, nadziei i pewności. Kiedy nadeszła chwila, że wzgardzony, nie poznany, wyszydzany Syn Boży ma opuścić ziemię – jeszcze raz głos Jego zadźwięczy nad światem tak głośno, żeby wszyscy mogli Go zrozumieć. Jezus nie znał mściwości, ani nienawiści, więc Jego śmierć będzie taka jakie było życie – Jezus umrze z Miłości. Jezus wie, że Jego życie przyniesie owoc, a Jego męka nie jest daremna, a po śmierci przyjdzie Zmartwychwstanie. W tym też nastroju poleca Siebie i Swoje sprawy w ręce Ojca, którego wolę wypełnił. To, że umierający Jezus „donośnym” głosem zawołał: „Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha Mojego” świadczy o tym, że nie jest On zwykłym człowiekiem. Jest Bogiem- Człowiekiem, Panem życia i śmierci. Jezus wcale nie był u kresu sił, o czym świadczy siła Jego głosu – umarł, bo chciał. Swoim głośnym wołaniem potwierdził prawdę, że nikt Mu życia nie zabiera, lecz On Sam od Siebie je oddaje, aby uwielbić Boga i nas Odkupić. Śmierć nie jest dla Niego karą lecz wolnym wyborem z prawdziwej Miłości i Miłosierdzia do nas. Daje nam tym samym poznać, że umiera jako Syn Boży.

         W tym ostatnim słowie , jakie nasz umierający Jezus wypowiedział do Swego Ojca uczy nas sztuki umierania z ufnością. Uczy nas do Kogo mamy się zwracać w ostatniej godzinie . Jeśli będziemy dobrze żyć i wypełniać Wolę Bożą przez całe życie – śmierć nasza będzie łatwa. Powinniśmy prosić Boga o łaskę dobrego życia, abyśmy w ostatniej godzinie mogli wołać z ufnością i dziecięcą miłością „Ojcze, w ręce Twoje oddaję ducha Mojego”. Jezus wszedł na serio w nasze życie. Jego ostatnie godziny życia mimo, że przeminęły trwają i nadal odmierza je czas. One były. One są. Są żywe i wszystkie dla nas.

         Siedem zdań, siedem słów z udręczonych, wyschniętych ust. Wyszeptanych przez konającego Jezusa. Wykrzyczanych w świat – to też Testament od Boga dla Ciebie. Siedem słów, siedem zdań – czy nosisz je w sercu? Czy są dla Ciebie darem na życie?

ks. Augustyn CR

 NASTĘPNA STRONA ->

MENU

Kategorie rozdziału

Wszystkie [2]

Forma wejścia

Szukaj

Kalendarz

«  Maj 2019  »
PnWtŚrCzwPtSobNie
  12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
2728293031

Nasza sonda

Ocena strony
Suma odpowiedzi: 249

Statystyka


Ogółem online: 1
Gości: 1
Użytkowników: 0